sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 10

Ogarnął mnie dziwny spokój. Nie panowałam nad ciałem i myślami. Nie czułam sie sobą ,a na przeciw mnie była tylko ciemna ziejąca nicością pustka. Byłam chyba na granicy życia i śmierci. Nagle zobaczyłam parę drzwi wyłaniającą się z nicości. Na drugiej stronie pierwszych drzwi zobaczyłam Mamę, Tatę i Jonniego natomiast drugie przedstawiały małą istotkę o moim kolorze włosów i bladych oczach Liama. Uśmiechnęłam się do siebie. Musiałam zdecydować, życie czy śmierć ? Co chciałam osiąnąć połykając te tabletki ? Jaka była moja wizja śmierci fizycznej ? Co miałam odczuwać głęboko w duszy ? Pożuciłam żale i smutki. W pewnym momencie wyrzekłam się całego życia. Spojrzałam na rodziców i przyjaciela. Zrobiłam pewny krok.

***

Usłyszałam delikatne pikotanie maszyn. Poczułam zapach świerzych kwiatów, zapewne były to piwonie. Czułam na sobie smak każdego dźwięku i oddechu. Nie chciałam otworzyć oczu czułam przy sobie obecność. Ktoś kto był mi bardzo bliski trzymał mnie za rękę ,a obok oddechu tego kogoś usłyszałam jeszcze jedną osobę. Ktoś cicho rozmawiał. Na początku nie mogłam oddzielić słów od siebie i nie mogłam zrozumieć znaczeń danych wyrażeń. Dopiero po kilku sekundach potrafiłam rozpoznać 2 głosy. Liam i Hope. Ale jak długo tu byli ? Jak długo przebywałam w szpitalu ? Postanowiłam przysłuchać się ich rozmowie.
-Dobra ,a to w klubie ? - świergotliwy głosik Hope omiotał pomieszczenie w którym się znajdowałam.
-To było nie zamierzone, nie mogłem słuchać jak ją obraża - Liam był wyjątkowo spokojny.
-Ale nie uważasz ,że przesadziłeś ?
-Nie w żadnym wypadku. Chciałem mu przywalić jeszcze kilka razy....ale wiesz. Rose.
-No tak nigdy nie lubiła patrzeć na bójki. Dobra czas znów spojrzeć na zegarek panie ,,na czasie" jak długo tu jesteśmy ?
-Jakieś 3.....dni. - oboje wybuchnęli śmiechem.
-Kurwa, Liam martwię się o nią... Leży w śpiączce już prawie 4 dni. Jeszcze 2 dni temu lekarze mówili ,że gdzybyś zadzwonił 2 minuty później nie miałaby szans...No wiesz Dziękuje.
-Jakoś nie czuję się bohaterem. Może zmieni się to kiedy się obudzi.
-Dobra, spróbujemy moim sposobem.
-Hope próbowaliśmy ze 100 razy i nic. Nie właściwie jednak coś - boli mnie głowa.
-Ale teraz musi się udać ! Rose...Kochanie słyszysz mnie ?
-Oj bo zrobię się zazdrosny.
-ZAMKNIJ SIĘ KURWA.
-Dobra już nic nie mówię.
-Rose kochanie posłuchaj... Jeżeli w tej chwili nie otworzych swoich kaprawych paczałek ździele twojego kochasia w łeb.
-Tylko spróbuj - wydałam z siebie cichy jęk. Nie mogłam powstrzymac się od śmiechu. Ale zbyt mocno bolał mnie pusty brzuch by wydać z siebie chociaż jeden dźwięk. Otworzyłam delikatnie oczy patrząc w każdy centymetr małej sali.
-HA WIDZISZ KURWA OTWORZYŁA OCZY....ZARAZ ONA OTWORZYŁA OCZY !!! AAAAAAAAAA.
-Hope zamknij się pewnie boli ją głowa ! Rosalie...Tak się o ciebie martwiłem. Jak się czujesz ? - ścisnął mocniej moją dłoń i popatrzył mi sie w oczy z troską. Jego tęczówki były czerwone co  miało znaczyć,że płakał. Niee inaczej było z oczami Hope. Były czerwone i załzawione. Usmiechnęłam się i pokiwałam głową. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam mu odpowiedzieć.
-Bywało gorzej - zwinęłam się lekko - Co się ze mną stało ?
-Lekarze nie mogli cie odratować. - tym razem odpowiedziała spokojne już Hope ,a po jej policzkach na wspomnienie ostatnich wydarzeń leciały powoli łzy - Zapadłaś w śpiączkę ,a lekarze nie dawali ci żadnych szans. Baliśmy się o ciebie i siedzimy tu cały czas. Gdyby nie Liam pewnie nie byłoby cię z nami.
I w tym momencie spojrzałam na Liama ,który leżał wtulony w moje ramię. Nie widziałam jego oczu bo był maksymalnie we mnie wtulony.
-Nie spał od 4 dni - zaczęła Hope - Cały czas był przy tobie i czuwał po nocach. To świetny facet - przejechała mu ręką bo wzburzonych włosach chcąc go obudzić z lekkiej drzemki. Warknęłam na nią lekko w geście zazdrości ,a ta spojrzała na mnie spojrzeniem pełnych dziecięcego podniecenia i zdziwienia. Sama nie wiedziałam dlaczego tak się zachowałam ,ale nie mogłam patrzeć jak Hope dotyka czegoś co uważałam za moje. Liam podniósł głowę i spojrzał na mnie. Byłam mu wdzięczna za ocalenie mi życia. Nie wiem jak odwdzięcze mu się za to co dla mnie zrobił.. w moim śnie kiedy zobaczyłam małą istotkę....Wiedziałam ,że nie mogę się poddać. Liam przybliżył się do mnie i popatrzył mi głęboko w oczy. Przysunął mój podbródek do swojego i uśmiechnął się lekko. Poczułam jego usta na swoich. Musnęłam jego górną wargę i zapragnęłam go więcej. Patrzyłam na jego usta co szybko wychwycił. Zerknęłam na niego i nim zdążyłam zaczerpnąć oddechu wpił się w moje usta.


No więc chciałabym serdecznie podziękować za wszystkie komentarze :) Liczę bardzo na waszą opinię i mam nadzieje ,że już 10 rozdział spodoba wam się ,bo trochę się nad nim namęczyłam. Enjoy <3

1 komentarz: