Zamknęłam drzwi przed nosem mężczyzn trzaskając głośno. Pobiegłam szybko do salonu wzięłam w rękę portfel i telefon, po czym wbiegłam do przedpokoju szukając odpowiedniej kurtki. Nie zwróciłam uwagi na Liam'a który patrzył się na mnie ze zdziwieniem i smutkiem wymalowanymi na twarzy. Odwróciłam się do niego popatrzyłam w jego piękne tęczówki i powiedziałam:
-Liam.. Nie rozumiesz. On przez długą część mojego życia był dla mnie kims ważnym ,a teraz mnie potrzebuje - nie wiedziałam czy zrozumie.
-Ja po prostu myśłałem ,że... Nie ważne biegnij - uśmiechnął się najszczerzej jak potrafił.
-Czy kiedy tu wróce będziesz tu jeszcze ?
-Jasne poczekam tak długo jak będzie trzeba.
Podeszłam do niego, cmoknęłam w policzek. Przytulił mnie i po dłuższej chwili puścił. Podeszłam szybko do drzwi otworzyłam je i ostatni raz spojrzałam na chłopaka który uśmiechał się serdecznie. Zamknęłam drzwi
***
Mijałam kolejne sale szpitala w zawrotnym tępie, nie mogąc ustać w miejscu by poekac na jaką kolwiek informacje o stanie zdrowia mojego byłego chłopaka. Z tego co zrozumiałam z tłumaczeń pelęgniarki w którą stronę mam iść domyśliłam się ,że muszę dojść w końcu do jakiegoś punktu. Sala 201,2012,203,... Ale gdzie do cholery jest 216 ? W końcu doszłam do drzwi na korytarz pacjętów Intensywnej terapii. Czyli Jonnie leżał na OJOM'ie przez co coraz bardziej się niepokoiłam. 214,15 Tak w kończu są 216 ! Weszłam szybko do Sali. Na łóżku leżał chłopak który wyglądał jakby był złamny na pół. Ten widok zapamiętam do końca życia - widok Jonniego wygiętego w pół całego w gipsie z rurkami i kablami popodłączanymi do każdej części ciałam tak przecież młodego chłopaka. Podeszłam pooli do łóżka złapałam chłopaka za rękę i przysiadłam na skraju mebla. Nie mogłam pochamować łez cisnących mi się do powiek i już po krótkiej chwili zaczęłam płakać jak małe dziecko.
-Jonnie ? - wybełkotałam - Śpisz?
-Nie tylko oglądam powieki od środka - Uśmiechnęłam się na ten powrót starego Jonniego.
-Czyli jak zwykle ?
-Tak .. Normalka. Plecy mnie swędzą ,a nie mogę się nawet ruszyć - starał się podtrzymać atmosferę.
-Jonnie bez pieprzenia.. Co się stało ? - zapytałam zasmucona.
-To długa historia.. Policja mnie goniła. Nie zauważyłem auta.. Tyle pamiętam- szeptał smutno.
-Jonnie dlaczego uciekałeś ? - pytałam - Wiesz jak się o ciebie martwiłam ?
-Rose to teraz nie ważne. Chcę cię za wszystko przeprosić - zaczął - Przpraszam za to ,że przeze mnie płakałaś, przepraszam ,że musiałaś to wszystko przechodzić, Przepraszam ,że to wszystko zaprzepaściłem... Przepraszam ,że tak źle traktowałem kobietę która na to niczym nie zasłużyła. Przepraszam za to jakim byłem tępym frajerem. Niczego tak nie żałuję jak tego co ci zrobiłem. Przepraszam...
-Jonnie.. Przyjmuję twoje przeprosimy i jak najbardziej ci wybaczam - uśmiechnęłam się - zobaczysz kiedyś na starość jak spotkamy się na spacerze z gromadką wnuków będziemy się śmiać z tej sytuacji.
-I ty i ja wiemy ,że nie dożyję spokojnej starości - zawsze posiadał dar czytania w myślach - Wiesz ,że jesteś cudowna ? Zawsze mnie pocieszałaś i zawsze ci to wychodziło.
Jonnie ostatecznie doprowadził mnie do wybuchu płaczu>
-Ej Skarbie ogarnij sie proszę - chciał mnie rozbawić - makijaż ci się rozmarze.
-Dobrze wiesz idioto ,że nie jestem pomalowana.
Oboje się zaśmialiśmy.
-Czyli rozumiem ,że dalej jesteśmy przyjaciółmi - zapytał z Uśmiechem.
-Żartujesz ? Chłopie jesteś moim BFF - roześmiałam się a Jonnie mi zawtórował.
-Hmm.. Będziesz mi przynosić do szpitala ciepły rosołek i karmić mnie jak małe dziecko ?
-Hej hej Nie rozpędzaj się - śmiałam się - warunki jeszcze nie były ustalone.
-A więc głodówka - powiedział - Znowu.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Brakowało mi takiego Jonniego. Przytuliłam jego głowę i zaczęłam kolejną rozmowę. Po jakichś 30 minutach postanowiłam iść do domu. Właściwie nie sama z pomieszczenia wyprosiła mnie grzecznie pielęgniarka. Na odchodnę Jonnie krzyknął do mnie ,,Hej Bejbe... Niech on się tobą zajmie". Nie rozumiałam skąd on to wie. Wyszłam ze szpitala przepełniona nadzieją ,że wszystko jeszcze zdąży się ułożyć. Miałam nadzieję ,że Jonnie wyjdzie z tego i będziemy przyjaciółmi. Wrcałam do domu z uśmiechem na twarzy zupełnie nie świadoma życia i szczęśliwa bo odzyskałam ważną dla mnie osobę.
niedziela, 8 grudnia 2013
Rozdział 5
Od czasu kiedy dowiedziałam się ,że Jonniego ściga policja minął miesiąc. Okazało się ,że mój były chłopak jest oskarżony o handel narkotykami i wymuszanie pieniędzy ,a także kilka oszustw. Całą ta sytuacją byłam na prawde wstrząśnięta. Sądziłam,że go znam ,ale pewnie bardzo się myliłam. Policja chciała bym im pomogła ,ale stanowczo odmówiłam tłumacząc ,że nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Przyznam jednak ,że bardzo mi go szkoda i mu współczuje. Jest młody - wszedł na złą drogę ,a to przeciez nie jego wina. Traktował ludzi tak jak był traktowany. Próbowałam się z nim skontaktować na własną rękę ,ale podobno wyjechał za granicę. Jego rodzice wyrzekli się go twiardząc ,że nie tak go wychowali.Od spotkania z Liamem dużo myślałam o tym co się stało ze mną i Jonniem. Wracając do Liama - nie rozmawiałam się z nim od 3 tygodni. Nie potrafiłam mu spojrzeć w oczy, bo teraz głowę miałam zawaloną Jonniem. Dla mnie najważnejsze było teraz to czy Jonnie jest bezpieczny. Może miałam do niego żal ,ale dużo sobię dzięki niemu uświadomiłam. Znaliśmy się od piaskownicy i dalej zajmował miejsce w moim sercu. Liam często dzwonił do mnie i przychodził pod mój dom ,ale nie łamałam się i siedziałam cichutko jak myszka płacząc przez to jak długo go nie widzę. Musiałm kiedyś spojrzeć mu w oczy i wyjaśnić wszystko. Ten dzień przypadał właśnie na dziś. Od pól godziny w ręce trzymałam telefon z wybranym numerem Liama i zastanawiałam się czy zadzwonić. W końcu nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha. Już po jednym sygnale usłyszałam zaniepokojony głos Liama:
-Rosalie ! Co sie stało ?! Wiesz jak się martwiłem... Dlaczego nie odbierałaś. Eh nie ważne wszystko w porządku. Rosalie jesteś tam ?! - mówił szybko i bez oddechu.
-Liam spokojnie. Wszystko w porządku... Chcę z tobą porozmawiac. Mógłbyś przyjechać ? - modliłam się żeby miał coś na głowie.
-Oczywiście za 10 minut będę - krzyknął - Kocham cię... Cholera - rozłączył się szybko gryząc sie w język. No to teraz tylko czekać na zagładę... ZARAZ CO ?! Czy on właśnie powiedział ,że mnie kocha czy ja mam coś ze słuchem ? Nie pewnie mi sie przesłyszało... O nie mam dobry słuch. Liam powiedział mi ,że mnie kocha. Cholera. Miało się układać. Przez 10 minut cały czas przypominałam sobie te słowa ,,kocham cię". Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk dzwonka który ciągnął się jakieś 10 sekund. Podbiegłam do drzwi wzięłam głęboki oddech i otworzyłam machoniowe ciężkie drzwi. Liam odrazu wyciągnął ramiona i ,,wskoczył" na mnie mocno mnie do siebie tuląc jedną ręką - a drugą zamykając drzwi. Odwzajemniłam uścisk z taką samą zachłannością co chłopak i wtuliłam sie w jego tors wciągając słodki zapach jego perfum. Mogła bym to robić wiecznie gdyby nie spokojny głos Liama nad moją głową:
-Rose...czy ty ... czy słyszałaś co mówiłem ? - zapytał niepewnie dobierając słowa.
-Tak. Słyszałam - powiedziałam delikatnie i uśmiechnęłam się wyciągając jedną rękę która następnie położyłam na jego twarzy. Chłopak oparł o nią głowę i szepnął:
-Przepraszam.. Dlaczego nie odbierałaś ? - podniósł głowę spoglądając na mnie.
-Musiałam przemyśleć wszystko - odparłam odpowiednio dobierając słowa - nie masz za co przepraszać. To ja powinnam to zrobić. Przez tak długi czas nie dawałam znaku życia, pewnie się martwiłeś.
-Nawet nie wiesz jak bardzo - spowarzniał - Bałem się najgorszego. Chciałem cię mieć przy sobie a nie mogłem. To były katusze.
Znów się w niego wtuliłam ,ale tym razem podniósł mnie wysoko i zaczął kręcić. Cicho zachichotałam i wyciągnęłam ku niemu ręcę. Postawił mnie na ziemię:
-Dlaczego zadzwoniłas ? O czym chciałaś pogadać /
-O niczym... Chciałam cię przeprosic.. I miec po prostu przy sobie.
-I mi to wystarczy - zasmiał się.
Gdy szliśmy do salonu znów usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć i zobaczyłam 2 mężczyzn ubranych na ciemno z odznakami w dłoni. Ewidętnie byli to Policjanci.
-Pani Rosalie Swanson ? - Zapytał jeden z nich grugym basem.
-Tak.. Coś się stało ? - poczułam na swoim ramieniu dłoń Liama obróciłam sie w jego stronę i zobaczyłam zdziwienie w jego oczach.
-Pan Jonnie La'Lexon chcę się z panią widzieć znajduje się w szpitalu na ulicy Jackobs'a. Pojedzie Pani z nami ?
Spojrzałam na Liam'a z błagalnym wzrokiem szepnęłam ciche 'przepraszam' odwróciłam się do 2 mężczyzn.
-Oczywiście - powiedziałam - Zaraz będę gotowa.
-Rosalie ! Co sie stało ?! Wiesz jak się martwiłem... Dlaczego nie odbierałaś. Eh nie ważne wszystko w porządku. Rosalie jesteś tam ?! - mówił szybko i bez oddechu.
-Liam spokojnie. Wszystko w porządku... Chcę z tobą porozmawiac. Mógłbyś przyjechać ? - modliłam się żeby miał coś na głowie.
-Oczywiście za 10 minut będę - krzyknął - Kocham cię... Cholera - rozłączył się szybko gryząc sie w język. No to teraz tylko czekać na zagładę... ZARAZ CO ?! Czy on właśnie powiedział ,że mnie kocha czy ja mam coś ze słuchem ? Nie pewnie mi sie przesłyszało... O nie mam dobry słuch. Liam powiedział mi ,że mnie kocha. Cholera. Miało się układać. Przez 10 minut cały czas przypominałam sobie te słowa ,,kocham cię". Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk dzwonka który ciągnął się jakieś 10 sekund. Podbiegłam do drzwi wzięłam głęboki oddech i otworzyłam machoniowe ciężkie drzwi. Liam odrazu wyciągnął ramiona i ,,wskoczył" na mnie mocno mnie do siebie tuląc jedną ręką - a drugą zamykając drzwi. Odwzajemniłam uścisk z taką samą zachłannością co chłopak i wtuliłam sie w jego tors wciągając słodki zapach jego perfum. Mogła bym to robić wiecznie gdyby nie spokojny głos Liama nad moją głową:
-Rose...czy ty ... czy słyszałaś co mówiłem ? - zapytał niepewnie dobierając słowa.
-Tak. Słyszałam - powiedziałam delikatnie i uśmiechnęłam się wyciągając jedną rękę która następnie położyłam na jego twarzy. Chłopak oparł o nią głowę i szepnął:
-Przepraszam.. Dlaczego nie odbierałaś ? - podniósł głowę spoglądając na mnie.
-Musiałam przemyśleć wszystko - odparłam odpowiednio dobierając słowa - nie masz za co przepraszać. To ja powinnam to zrobić. Przez tak długi czas nie dawałam znaku życia, pewnie się martwiłeś.
-Nawet nie wiesz jak bardzo - spowarzniał - Bałem się najgorszego. Chciałem cię mieć przy sobie a nie mogłem. To były katusze.
Znów się w niego wtuliłam ,ale tym razem podniósł mnie wysoko i zaczął kręcić. Cicho zachichotałam i wyciągnęłam ku niemu ręcę. Postawił mnie na ziemię:
-Dlaczego zadzwoniłas ? O czym chciałaś pogadać /
-O niczym... Chciałam cię przeprosic.. I miec po prostu przy sobie.
-I mi to wystarczy - zasmiał się.
Gdy szliśmy do salonu znów usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć i zobaczyłam 2 mężczyzn ubranych na ciemno z odznakami w dłoni. Ewidętnie byli to Policjanci.
-Pani Rosalie Swanson ? - Zapytał jeden z nich grugym basem.
-Tak.. Coś się stało ? - poczułam na swoim ramieniu dłoń Liama obróciłam sie w jego stronę i zobaczyłam zdziwienie w jego oczach.
-Pan Jonnie La'Lexon chcę się z panią widzieć znajduje się w szpitalu na ulicy Jackobs'a. Pojedzie Pani z nami ?
Spojrzałam na Liam'a z błagalnym wzrokiem szepnęłam ciche 'przepraszam' odwróciłam się do 2 mężczyzn.
-Oczywiście - powiedziałam - Zaraz będę gotowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)