środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 8

2 sms-y, 2 różne osoby. Co łączyło obie wiadomości ? Taka sama treść, która głosiła: Spotkajmy się jutro o 10:00. Jaka szkoda ,że ,,jutro" nastąpiło własnie dzisiaj. Kurwa.....KURWAKURWAKURWAKURWAKURWA. Pewnie w mojej głowie roiło się tysiące myśli związanych z tym do kogo mam iść o godzinie 10:00 ,ale ja teraz stałam przy szafie i martwiłam się co mam na siebie włożyć. Brawo Rosalie ! Pogratulować inteligencji. Dwoje najważniejszych osób w moim życiu wczoraj dokładnie o 18;00 wysłało mi sms-y ,by dzisiaj dokładnie o godzinie 10;00 spotkać się w Pubie lub w miejscu gdzie o ironio poznałam Liama. A ja tym czasem zastanawiałam się co na siebie założyć. Mój mózg naprawdę  przestał pracować sprawnie. Poważnie martwiłam się o swoje zdrowie.. ostatnio strasznie schudłam i zrobiłam się blada jak ściana. To pewnie przez to jak mało jem. Zawsze uważałam się z grubą ciekawe dlaczego tak było ? Środowisko wywierało na mnie presję ,ale bez przesady. A może różowy... KURWA ROSALIE NIE PIERDOL FARMAZONÓW O ZDROWIU TYLKO MYŚL CO MASZ ZROBIĆ IDIOTKO. Dobra spokój. Musiałam skończyć wewnętrzną kłótnie z samą sobą i chwile na spokojnie pomyśleć. Znowu dźwięk sms. Zaczęłam nienawidzić tego sygnału kojarzył mi się z wyborami. Nie miałam pojęcia dlaczego. Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam ,że wiadomość jest od Hope.

Hope: Rosalie, kochanie najmociej cię przepraszam ,ale nie możemy się dzisiaj spotkać. Muszę się zając Ashtonem. Jeszce raz przepraszam Kocham <3 xx

Coraz bardziej kochałam Hope i coraz bardziej przekonywałam się do jej braciszka. Ashton miał zaledwie 8 miesięcy i był najsłodszym dzieckiem na całym wielkim świecie. Mimo wszystko się go bałam. Kiedy pierwszy raz nachyliłam się nad jego kołyską ten mały drań złapał mnie za włosy tak mocno ,że troche nawet wyrwał. Mały szkrab za każdym razem kiedy próbowałam wraz z Hope wyciągnąć spory pukiel włosów spod jego paluszków piszczał i krzyczał mi do ucha. Nie zostało wtedy mi wtedy nic innego jak ścięcie tego sporego pasma jaśniutkich włosów. Przez kilka miesięcy w szkole panowała moda na wycięte włosy. Dzięki maluchu. Wracając do tematu.. Po przeczytaniu SMS-a wpadłam w euforię radości. W końcu mogłam się zastanowić w co mogę sie dziś ubrać. Po krótkim namyśle wyciągnęłam z szamy mój ulubiony zestaw. No przyznam szczerze - był mocny i mroczny,ale kochałam go całym sercem. Dostałam go od mojego kuzyna ,którego nie widziałam spory szmat czasu. Ćpał- jego rodzice wyrzucili go z domu ,to było chyba 2 lata temu. Teraz zastanawiałam się co z nim jest. Byłam z nim bardzo zżyta. Mój ulubiony zestaw http://www.faslook.pl/collection/-4927/ był bardzo nieodpowiedni na zwykłe spotkanie ,ale no cóż - dawno go nie nosiłam. Była już 09:40 więc postanowiłam wyjść już z domu. Droga wiodła cały czas w dół więc szło mi się całkiem przyjemnie. W końcu doszłam do miejsca w którym poznałam Liama. Chłopak już tam stał. Kiedy mnie zobaczył odwrócił się w moim kierunku i wyszczerzył szeroko zęby. Mimo wszystko widziałam ,że jest zdenerwowany - krążył nerwowo i szybko ,a także miał spuszczoną nisko głowę. Zaczęłam się martwić. Podeszłam do niego niepewniei poklepałam go lekko w ramię.
-Liam coś nie tak ? Coś ci się stało? - wycedziałam przez zaciśnięte zęby.
-Nie nic sie nie stało - jakoś mnie tym nie przekonałeś wiesz - Wyglądasz ślicznie.
-Bardzo dziękuje Liam. Ale lepiej powiedz co się stało - robiłam sie nerwowa.
-No bo wiesz - moje serce zatrzymało się na chwile - Rosalie nie jestem tym kim myślisz !.
-Co dlaczego tak mówisz ?! - zbierało mi się na krzyk ,a uczucia miotały mną jak marionetką.
-Jestem cholernym pieprzonym zazdrośnikiem - usiadł na ziemie - Pieprzonym skurwysynem rozumiesz ? Jestem nikim ! - i w tym momencie rzucił szklaną butelką którą caly czas trzymał w ręce.
-Liam do cholery co ty bredzisz ?! Wiem kim jesteś ! I dlaczego miałbyś być zazdrosny ??
-Bo cie kocham Rosalie ? Rozumiesz ?! Kocham całym sercem. Jesteś moim powietrzem i sercem. Nie mogę żyć bez ciebie jesteś dla mnie wszystkim. Radością i smutkiem, powietrzem i wodą. Oddycham tobą. Bez ciebie jestem nikim. Jesteś ostatnim puzlem w mojej układance. Kimś kto zwalnie grawitacje.... Kimś najważniejszym.
-Liam posłuchaj się piłeś.. - nie mogłam nic wydusić. Miałam nadzieję ,że to wszystko nie sen. To było zbyt piękne by było prawdziwe.
-Nic nie piłem Rosalie. Ale jestem okropnym człowiekiem. Mam problemy z agresją. Nie potrafię sie opanować i cały czas boje się ,że grozi ci przy mnie niebezpieczeństwo. Nie wiesz kim jestem. Mógłbym cie skrzywdzić.
-Liam uspokój się. Nie mógłbyś mi nic zrobić ufam ci rozumiesz - nachyliłam twarz ku jego twarzy. Jego czy były załzawione ,ale nie płakał.
-Rose ty nic nie wiesz... Ja byłem u Jonniego.. To przezemnie uciekał..
-Co ?! Gdzie byłeś ?! Jakto uciekał przez ciebie ? Goniłes go ? Liam odpowiedz mi w końcu. - byłam coraz bardziej zdenerwowana i niecierpliwiłam się.
-Wtedy... w ten dzień wypadku... Byłem u niego. Znalazłem go. Najpierw troche się poszarpaliśmy ,a potem to ja zadzwoniłem po Policje... To przeze mnie uciekał i wpadł pod to auto.
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Teoretycznie z winy Liama Jonnie leżał w szpitalu i walczył o życie. Łzy zaczęły mi ciec po policzkach. Coraz bardziej się sypałam nie mogłam złapać równowagi i upadłam. Liam szybo złapał mnie i lekko zamortyzował upadek.
-Nie dotykaj mnie.. - szybko wstałam - nigdy więcej tego nie rób.
-Rosalie ? Prosze..
-Zostaw mnie ! To to nie możliwe.. Ufałam ci - zaczęłam głośno szlochać. Nie panowałam nad tym co robię.
-Rosalie proszę uspokój się i opanuj oddech ! - Dobra przyznam lekko się zapowietrzyłam.
-Liam co ty zrobiłeś.. - starałam się opanować. Usiadłam i ściągnęłam buty.
-Rose co ty robisz ? Zaniosę cie do domu - złapał mnie za talię. Zamachnęłam się i wymierzyłam mu siarczystego policzka. Spojrzał na mnie oszołomiony. Wzięłam buty i zaczęłam biec w stronę domu. Prawie nie widziałam drogi za sobą słyszałam tylko krzyki Liama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz